Absolwent Gabona &Trena04.03.2026 09:08
Były pracownik
Tytuł: Rejs Titanicem w rytmie disco-polo, czyli jak przepalić budżet i zostać „liderem” upadku.
Jako wieloletni pracownik miałem okazję obserwować tę firmę z bliska i muszę przyznać – to fascynujące studium przypadku, jak zmarnować potencjał ludzki na rzecz korporacyjnej iluzji.
Zarządzanie: „Eksperci” od wszystkiego, specjaliści od niczego.
Model biznesowy od lat opiera się na tym samym schemacie: zatrudnianiu „zbawców” z CV tak długimi, że ledwo mieszczą się w drzwiach (ex-dyrektorzy z FBI, CIA, MI6 i innych prestiżowych skrótów). Niestety, jedyne, co ci specjaliści realnie potrafią, to generowanie „zmian dla zmian”, by uzasadnić swoje sześciofigure pensje. Ekonomicznie? Katastrofa. Strategicznie? Chaos. Obecny lider hojną ręką wydaje pieniądze, których firma nie ma, obiecując „złote góry”, podczas gdy wskaźniki finansowe szorują po dnie. To klasyka gatunku: huczne zapowiedzi o zyskach, a chwilę później ciche redukcje personelu, bo „budżet się nie spina”.
Rozwój i szkolenia: Gnicie zamiast progresu
Perspektywy rozwoju? Brak. W tej firmie po latach można jedynie zapuścić korzenie i powoli gnić. Zero merytorycznych szkoleń, zero kursów podnoszących realne kwalifikacje. No, chyba że za szczyt edukacji uznamy słynny „Campus AI”. Kurs był całkowicie oderwany od rzeczywistości – komu w codziennej pracy biurowej potrzebne jest generowanie muzyki czy wideo przez AI? Chyba tylko po to, by stworzyć zabawny spot reklamowy o tym, jak pycha kroczy przed upadkiem. Jeśli nie interesuje Cię podlewanie kwiatków lub podglądanie żony i psa na domowych kamerach w godzinach pracy, to merytorycznie tutaj po prostu uschniesz.
Kadry: Lojalność to wada, brak pojęcia to atut
Firma ma unikalną alergię na doświadczonych pracowników, którzy znają ten biznes od podszewki (szczególnie w obszarach takich jak Amazon czy sprzedaż zagraniczna). Zamiast zainwestować w sprawdzonych ludzi, woli się „wynalazki” z zewnątrz, których jedyną kompetencją jest opowiadanie bajek o tym, jak to „u nas w Eveline...”. Problem w tym, że to nie Eveline, a metody, które tam być może działały, tutaj jedynie przyspieszają zjazd po równi pochyłej. Prezes zdaje się nie zauważać, że ten zaciąg „swoich” ludzi jedynie dociąża kotwicę.
Marketing i Marki Własne: Absurd goni absurd
To, co dzieje się w dziale marek własnych, to już wyższa szkoła jazdy. Spółka Gabona, jedyna, która realnie zarabiała, została skutecznie sprowadzona pod kreskę. Gratulacje – sprowadzanie maseczek z drugiego końca świata z marżą rzędu 50 groszy (i angażowanie połowy firmy do ich ręcznego oklejania) to doprawdy majstersztyk logistyczny. A marketing? Armia ludzi, ogromne agencje zewnętrzne i influencerki, które darmowe produkty wystawiają na Vinted szybciej, niż trwa ich relacja na Instagramie. Sprzedaż leży i kwiczy, komunikacja między działami nie istnieje, a za błędy „góry” płacą pracownicy najniższego szczebla.
Podsumowanie
Firma to dziś Pendolino, o którym wspominał Pan Dyrektor – z tą różnicą, że pociąg ten nie przyspiesza, tylko właśnie wypada z szyn. Na socjalach: pasmo sukcesów i imprezy w Marriottach. W rzeczywistości: spychologia i szukanie oszczędności tam, gdzie ich nie ma. Kto ma odrobinę instynktu samozachowawczego, już dawno wysiadł na poprzedniej stacji. Reszcie życzę powodzenia – leki na chorobę lokomocyjną tu nie pomogą.