jedna z nielicznych firm która już po 20 minutach rozmowy kwalifikacyjnej totalnie mnie zniechęciła do dalszej współpracy.
Wielkie państwo Dominik i Kinga, mają się za nie wiadomo kogo po licencjatach uzupełnianych do mgr, byciu tanią siłą roboczą dla globalnego producenta odczynników w murach warszawskiej uczelni.
Na wstępie: "czytaliśmy ana CV więc pan już niech nie opowiada o sobie ale niech pan coś powie o sobie" - to chyba była jakaś pokraczna próba zamanifestowania lekceważenia.
Pytania to przesłuchanie, pastwienie się nad kandydatem "dlaczego pan przestał pracować tu i po co pan chce pracować u nas" Jeszcze jedno pytanie czy zna pan nasz sztandarowy produkt - firma która sprzedaje młynki, wyparki i wirówki czyli drobnicę laboratoryjną a oprócz tego mrzonki że na zamówienie mogą zainstalować ogromne reaktory za grube miliony, a na koniec stwierdzają że nie rozumieją co kandydat mówi i kandydat nie rozumie pytania.
To jest kolejny dowód że zagraniczne firmy, jak chcą sprzedawać w Polsce powinny bezpośrednio zatrudniać pracowników a nie za pośrednictwem tego typu "rodzinnych" wylęgarni patologii i grup wzajemnej adoracji