Dorota23.10.2023 11:54
Były pracownik
Jeśli nie zależy Ci na zdrowiu psychicznym, a pieniądze traktujesz jako dodatek do życia, to jest to idealna firma dla Ciebie.
Jest to typowy Januszex. Właścicielka, Joanna, oczekuje, że poświęcisz się dla firmy całkowicie: swój czas, a nawet swoje pieniądze. Z jej strony były tylko wieczne pretensje, żale i narzekania. Chyba codziennie mówiła, że do niczego się nie nadajemy, nie powinniśmy dostawać pieniędzy za taką pracę, straszyła zwolnieniem.
Praca całkowicie zdalna. Były ciągłe kontrole i pytania, co robisz w obecnej chwili i konieczność wysyłania screenów. A nawet konieczność pracy, przy ciągłym udostępnianiu ekranu, kamerki i mikrofonu. A w ciągu dnia nawet nie miałam czasu za bardzo iść do łazienki, nie mówiąc już o choćby krótkiej przerwie, żeby coś zjeść. Mimo, że pracowałam nieprzerwanie i to bardzo szybko, to i tak wciąż słyszałam, że za długo. W okresie kiedy pracowałam, chciała zatrudnić kolejnego pracownika. I przez 2 tygodnie kobieta pracowała za darmo, a i tak nie dostała zatrudnienia, bo według niej pracowała za wolno.
Joanna uważa, że wysłanie pracownika na weekendowe targi, to „polecenie służbowe” i nie powinno za to dostawać się wynagrodzenia (nazywała to „rekompensatą”). Cały dzień musiałabym poświęcić na dojazd (z Pomorza do Bielsko Białej) – w godzinach pracy, ale oczywiście nie chciano mi za to zapłacić. Umowa zlecenie, więc 2 dni od pensji trzeba odjąć. Do tego miałam sama opłacić przejazd pociągiem (bo przecież „pracujesz zdalnie, raz na rok możesz zapłacić za dojazd do pracy”). Spać u obcej osoby, innej pracownicy i jej rodziny z dwójką małych dzieci, która też miała jechać na targi, a mieszka 1h drogi od targów. O diecie nawet nie ma co mówić. Za 2 dni pracy po 12h miałabym dostać jeden dzień wolnego od pracy (gdzie normalnie pracowałam po 8h)!
Nie zgodziłam się, aby mój prywatny numer telefonu był dostępny dla klientów. Założono czat na (usunięte przez administratora) gdzie było kilka setek ludzi i oczekiwano, że będę udzielać odpowiedzi klientom z mojego prywatnego numeru telefonu. Kiedy się nie zgodziłam, Joanna postraszyła mnie (i przy okazji innych pracowników) zwolnieniem.
Umowa o pracę oczywiście „do dogadania”. Ale wszyscy pracowali na zleceniach. Nie wolno było też liczyć czasu pracy, jeśli zostało się po czasie pracy krócej niż godzinę. Rozwój nie wiązał się z podwyżką. Joanna uważa, że jest „ekspertem” od mediów społecznościowych i nie słucha rad i pomysłów pracowników. Uważa, że to ona wszystkiego nauczyła pracowników ( i jeszcze mamy być wdzięczni, bo przecież w godzinach pracy!). Kończyłam studia i robiłam kilka kursów i się dokształcałam. Inni pracownicy to samo, ale według Joanny wszyscy przyszli do Zielonego Detoxu „nic nie wiedząc, ani jak wykonywać pracę ani jak być w niej dobrym”, a ona „całą tą wiedzę nam przekazała – za darmo!”
Joanny przepis na zasięgi i przychody: każe pracownikom korzystać z fake newsów i teorii spiskowych, bo „niosą się wielokrotnie bardziej niż zwykłe posty”, posty wystawiać co godzinę, a jak zasięgi są słabe, to co 30 minut!
O tej firmie i jej właścicielce, można by napisać więcej i więcej. A te pochwalne „opinie”, które widzicie, to wszystko to opinie pisane przez pracowników, w czasie godzin pracy. Joanna oczywiście to też nadzorowała i sprawdzała.