Praca24.05.2026 09:16
Pracownik
Pracowałem w tej firmie (MAXSOL / SUNSOL / VOLTSOL) jako monter przez 6 lat. Przez ten czas nigdy nie odmówiłem pomocy. Pracowałem w soboty i niedziele, ładowałem samochody, a kiedy szefowie potrzebowali, pomagałem im prywatnie — robiłem remonty w ich domach, a nawet przekopywałem grządki na działce. Zawsze za stawkę 20 zł na godzinę. Były też ludzkie gesty z ich strony — na początku wojny dali mi samochód, żebym mógł odebrać rodzinę z granicy, za co byłem im bardzo wdzięczny i odwdzięczałem się lojalnością.
Ale z perspektywy czasu widzę, jak firma traktowała nas, pracowników. Przez te wszystkie lata tylko raz dostałem premię. Nigdy nie było żadnych życzeń na Nowy Rok, żadnego maila. Ludzie mieli rodziny, dzieci — nawet symboliczna paczka cukierków z Biedronki na święta pokazałaby, że szanują naszą ciężką pracę. Ale tego nie było. Co do ubrań roboczych — po wybuchu wojny na Ukrainie, kiedy przeszliśmy na własną działalność gospodarczą (B2B), firma nie kupiła nam już ani jednej rzeczy. Powiedzieli wprost: „teraz jesteście firmami i sami musicie sobie kupować odzież”. I tak robiliśmy, kupowaliśmy wszystko za swoje. Kiedy nasi monterzy pojechali na konkurs Montera Roku, wygrali nagrody i prezenty dla firmy — sami monterzy, mimo obietnic, nie dostali z tego nic.
Nie chcę nikogo bezmyślnie błotem obrzucać. Niech ludzie, którzy to czytają, sami osądzą tych szefów. Może jestem na nich wściekły, bo na koniec zostałem oszukany i nie wypłacili mi moich 14 547 zł за фактури (FV 1/04/2026 i FV 3/04/2026), zasłaniając się upadłością spółki VOLTSOL (nr sprawy w sądzie w Gdańsku: GD1G/GU/561/2026), podczas gdy faktury wystawiane były na ich drugą spółkę MAXSOL pod tym samym adresem (Załogowa 2/6, Gdańsk).
Sami oceńcie, czy tak traktuje się człowieka, który oddał firmie 6 lat życia i zdrowia.