Proces rekrutacyjny pozostawił u mnie duży niesmak. Podczas pierwszego etapu zostala przekazana mi informacja, że moje oczekiwania finansowe przekraczają budżet firmy, ale jednocześnie, że jeśli wykonam zadanie rekrutacyjne i będzie ono zadowalające, rekruter będzie próbował przekonać przełożonego do wyższej stawki. Padła też jasna informacja, że zaproszenie mnie na trzeci etap (rozmowę na żywo) będzie oznaczało realną gotowość firmy na lepsze warunki finansowe.
Na trzecim etapie okazało się jednak, że nic takiego nie ma miejsca. Zamiast rozmowy o wyższej podstawie pojawiła się propozycja premii, od razu padła ode mnie informacja, że mnie to nie interesuje - premia jest zmienna, a zależało mi na stałym wynagrodzeniu podstawowym (zwłaszcza ze zakres obowiązków był wymagajacy).
Sama rozmowa z szefem firmy również była rozczarowująca. Odnosiło się wrażenie, że nie chodzi o poznanie kandydata, tylko o wyłapanie „co może być z nim nie tak” oraz wyciągnięcie gotowych pomysłów i rozwiązań dotyczących social mediów. Warto zaznaczyć, że za takie „protipy” standardowo się płaci. A nie zapominajmy, że trzeba było przecież wykonać zadanie rekrutacyjne bez pewności, czy szef zgodzi sie na Wasze oczekiwania finansowe :)
Cały proces był raczej nastawiony na jak największe wymagania przy możliwie najniższym wynagrodzeniu - typowy Januszex... Zabrakło spójności między tym, co było komunikowane na początku, a tym, co wydarzyło się na końcu rekrutacji. Dodatkowo Pan z HR ma problemy z rozmową przez telefon - cały czas się zacina, ma jakiś nerwowy kaszel, przez co ciężko sie z nim rozmawia (na żywo tego problemu nie ma). Telefony od Pana głównie w godzinach wieczornych, co też uważam za malo profesjonalne...